Czy wszystkie tajemnice Westerplatte zostały wyjaśnione?

Autor: Redakcja Portalu (Redakcja) / 2018-01-24

"Historyczne bandyctwo” na Westerplatte

Podhorski w odpowiedzi Andrzejowi Drzycimskiemu

Gdy w 2004 r. ukazało się I wydanie „Westerplatte. Załogi śmierci”, jedna ze stacji telewizyjnych poprosiła dr. Andrzeja Drzycimskiego o komentarz związany z publikacją pierwszego wydania komiksu „Westerplatte. Załoga śmierci”. Nazwał wówczas moją publikację „historycznym bandyctwem”. Od tamtej pory dr Drzycimski, którego „naukowe odkrycia” dotyczące obrony Westerplatte wielokrotnie podważyłem (także samym komiksem), nie omieszkuje zaciekle atakować przy każdej nadarzającej się okazji moją osobę, zwykłego badacza, pasjonata zajmującego się odkrywaniem tajemnic związanych z obroną Westerplatte i działającego od ponad 15 lat na rzecz rewaloryzacji, rewitalizacji półwyspu Westerplatte oraz budowy w tym miejscu muzeum zgodnie z marzeniem bohaterskich Obrońców. Przy okazji III wydania publikacji pozwoliłem sobie na zaległą odpowiedź.

7 XII 2017 r. z okazji 76. rocznicy japońskiego ataku na Pearl Harbor podczas mojego wykładu w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, powiedziałem m.in.: „2 września po nalocie niemieckim, major Sucharski wydał rozkaz spalenia księgi szyfrów, księgi kodów. (…) Więc jak to się stało, że 8 września, dzień po kapitulacji, obydwie te księgi, zamknięte w metalowej kasecie, Niemcy znaleźli i zostały przekazane Abwehrze?”[1]

Dyżurny dziennikarz Sebastian Łupak[2], który od kilku lat przyjął za zadanie szkalować moje nazwisko, zadał więc natychmiast pytanie dr. Drzycimskiemu: „Co z księgą szyfrów?”.

Dr Drzycimski odpowiedział: - Rzeczywiście, księga sygnałowa floty polskiej i księga szyfrowanych depesz znalezione zostały na Westerplatte 8 września i przekazane kurierowi do doręczenia Abwehrze. Dlaczego tak się stało? Po nalocie komin był zapchany, zawalony. Dymiło. Wrzucano, co się dało. Jest prawdopodobne, że te księgi zostały pominięte. Może w nerwowej sytuacji je pominięto? Nie ma jednak dowodu, żeby komendant Sucharski zostawił to na użytek Abwehry. Niemcy próbowali coś z tym zrobić, ale nic się nie dało, bo polska strona miała świadomość, że mogło dojść do takiej sytuacji, że Niemcy przejmą te księgi. [3]

O czym świadczy taka odpowiedź? O całkowitej nieznajomości tego, czym były dla Wojska Polskiego tajne księgi szyfrowe znalezione na Westerplatte przez Niemców, w tym Szyfr Zasadniczy Mar.3. Szyfrem Mar.3 dysponowała radiostacja Wojskowej Składnicy Tranzytowej podległa pod Oddział II Sztabu Głównego (wywiad wojskowy) i wykonująca dla niego zadania wywiadu radioelektronicznego. Dwie tajne księgi zostały z rozkazu mjr. Sucharskiego spalone 2 IX 1939 r. Taka wersja obowiązuje w większości publikacji o Westerplatte. Prawda jest jednak taka, że obydwie te księgi, nietknięte i zamknięte regulaminowo w metalowej kasecie, zostały znalezione 8 IX 1939 r. na Westerplatte i dostarczone Abwehrze. Jestem więcej niż pewny, że polskich przedwojennych ksiąg szyfrowych dr Drzycimski nigdy nie oglądał. Nie mówiłby wtedy takich niedorzeczności jak w wywiadzie udzielonym dziennikarzowi - S. Łupakowi. W tajnych księgach szyfrów, którymi dysponowała Składnica były zawarte wyraźne instrukcje m.in.: „Posiadający szyfr jest osobiście odpowiedzialny za (…) 4. Zabezpieczenie przed zgubą, kradzieżą lub wglądem przez osoby niepowołane. W razie niebezpieczeństwa należy szyfr w obecności świadka doszczętnie spalić lub w ostateczności wyrzucić do morza[4]. I dalej: „Opieszałość lub lekkomyślność mogące spowodować zdradę, zgubę lub kompromitację szyfru będą karane sądownie jako przestępstwo z § 92 K.K.W. z uwzględnieniem rozporządzenia R.O.P. z dnia 18 VIII 1919 r.”[5]

Szczegółowo okoliczności rzekomego spalenia tych i nie tylko tych tajnych dokumentów 2 IX oraz znalezienia ich 8 IX przez Niemców opisałem w mojej książce[6]. Sprawa ta została też opisana przez dr. Krzysztofa Zajączkowskiego w książce „Wokół tajemnic Westerplatte” (również w Załączniku D mojej książki)[7].

Żaden z historyków, w tym dr Drzycimski, nie odważył się podjąć tego wątku, a ignorowanie przez Andrzeja Drzycimskiego innych autorów stawia go także w złym świetle jako badacza i historyka. Słowa dr. Drzycimskiego o tym, że szyfry te nie zostały zniszczone, bo „Po nalocie komin był zapchany, zawalony. Dymiło. Wrzucano, co się dało. Jest prawdopodobne, że te księgi zostały pominięte. Może w nerwowej sytuacji je pominięto?(podkr. MW-P) świadczą o jego głębokiej niewiedzy w zakresie wojskowości oraz nieznajomości tematu o którym mówi. To także moim zdaniem tylko kolejne potwierdzenie tego, że wiedza dr. Drzycimskiego opiera się wyłącznie na ogólnie dostępnych dokumentach znajdujących się w archiwach. Drzycimski pisze i mówi o obronie Westerplatte mając nikłe pojęcie o taktyce, regulaminach i wyszkoleniu żołnierzy WP II RP. Także pod dużym znakiem zapytania stoi jego znajomość topografii Westerplatte w kontekście umiejscowienia poszczególnych punktów obrony, jak i zdarzeń jakie miały miejsce w trakcie obrony oraz fotografii archiwalnych.

Dr Drzycimski opiera się głównie na relacjach zamieszczonych w książce „Westerplatte” Zbigniewa Flisowskiego[8], które jak już udowodniłem w swojej książce „Westerplatte 1939. Prawdziwa historia” (wyd. 2009) były fałszowane przez cenzorów ówczesnego Wydawnictwo MON – m.in. celowo zamieniano nazwiska Dąbrowskiego i Sucharskiego oraz usuwano fragmenty dotyczące postawy mjr. Sucharskiego podczas obrony. Szokujące jest to, że jako wiarygodne dokumenty dr Drzycimski traktuje także relacje niemieckich żołnierzy zamieszczone w książce Aleksandra Rowińskiego „Tamci żołnierze[9] noszącej cechy książki pisanej na zlecenie komunistycznych władz, o czym winien wiedzieć. A także jak już udowodnił to Jacek Żebrowski, jest to publikacja zawierająca zmanipulowane wypowiedzi niemieckich weteranów walk w 1939 r., które Drzycimski potraktował jako prawdziwe.[10] Takie postępowanie cechuje brak krytyki warsztatowej niedopuszczalnej u zawodowego historyka.

Ile więc warte są opisy obrony oparte na sfałszowanych i ocenzurowanych dokumentach oraz propagandowych publikacjach z okresu PRL? Andrzej Drzycimski przez 30 lat swojej pracy badawczej nie pokusił się o stworzenie opracowania dotyczącego walk na Westerplatte w 1939 r. Jak dotychczas pracą, w której Drzycimski najwięcej miejsca poświęcił siedmiu dniom obrony jest książka „Westerplatte. Reduta wojenna 1939”. Na zaledwie 106 stronach autor opisał 7 dni walk o Westerplatte. Dla porównania w mojej prawie siedmiuset stronicowej książce „Westerplatte 1939. Prawdziwa historia” (przyznaję, że nie pozbawionej mniejszych czy większych błędów wynikających m.in. z mojej ówczesnej wiedzy, jak i tego, że jest to książka popularnonaukowa pisana przez badacza, a nie zawodowego historyka), samym tylko walkom na Westerplatte poświęciłem 285 stron[11] opierając się na setkach weryfikowanych, nieznanych wcześniej, polskich i niemieckich relacjach oraz dokumentach (wcześniej nie publikowanych), a także archiwalnych dokumentach wzajemnie ze sobą zestawianych i analizowanych. 

Zawarte w tych stronach jest dodatkowo 9 precyzyjnych map (wg wielu historyków    i badaczy najlepszych jakie w polskiej literaturze ukazały szczegóły walk o Składnicę). Opisy tych 7 bohaterskich dni zilustrowane są ok. 350 fotografiami, z czego większość z nich to zdjęcia archiwalne, nigdy wcześniej nie publikowane i dodatkowo obszernie podpisane w przeciwieństwie do zdjęć zazwyczaj zdawkowo lub błędnie opisywanych przez dr. Drzycimskiego (o czym dalej). W mojej książce wielokrotnie wskazałem na inne od dr. Drzycimskiego (i nie tylko jego) ustalenia związane z obroną Westerplatte. Drzycimski nigdy, nawet jednym zdaniem, nie odniósł się do stawianych mu przeze mnie zarzutów. Śmiem przypuszczać, że „wybitnemu znawcy Westerplatte” niestety zabrakło merytorycznych argumentów. Nigdy też nie odniósł się do poważnych zarzutów kierowanych pod jego adresem przez historyka Krzysztofa Henryka Dróżdża…[12] Natomiast ocenę mojej książki pozostawiłem uczciwym historykom i czytelnikom, którzy w przeciwieństwie do pracowników prof. Pawła Machcewicza moją pracę odebrali niezwykle pozytywnie.[13]

Ta monografia walk o Westerplatte, jedyna jak dotąd, została natychmiast po jej publikacji zaatakowana przez pracowników Muzeum II Wojny Światowej kierowanego wówczas przez prof. Machcewicza[14]. Byli nimi dr Janusz Marszalec i dr Jan Szkudliński[15] uzurpujący sobie prawo do atakowania w napastliwym tonie (głównie w prasie o niemieckim kapitale lub w „Gazecie Wyborczej”) każdego kto formułuje własne wnioski związane z historią obrony Westerplatte.[16] Pierwszy historyk, oprócz podejrzanie chorobliwie obsesyjnych ataków na moją osobę, wsławił się m.in. obroną „unikatowego zabytku” jakim ukrasił ekspozycję Muzeum II Wojny Światowej w postaci powojennej sowieckiej zabawki-samochodziku ZIS-150 na siłę starając się udowodnić, że jest to zabawka-auto Chevrolet 157 znaleziona w ruinie zbombardowanego w 1939 r. domu w Kaliszu.[17]

Natomiast dr Szkudliński w auli Politechniki Gdańskiej podczas premiery książki w 2009 r. usiłował wywołać awanturę w trakcie jej prezentacji. Nadmiernie pobudzony przerywał prelegentom histerycznym krzykiem i w końcu wybiegł z sali trzaskając drzwiami. Niestety poza inwektywami pan Machcewicz i jego współpracownicy[18] przez 8 lat swojej pracy w muzeum, dysponując dziesiątkami (jeśli nie setkami) tysięcy złotych na badania naukowe nie stworzyli żadnego własnego opracowania o obronie Westerplatte które mogłoby się zmierzyć z faktami, tezami i hipotezami postawionymi w mojej monografii[19]. Pozostało im jedynie atakowanie mnie za jeden jedyny przypis spośród 2698 zamieszczonych w mojej książce, w którym zasygnalizowałem istnienie wymagających zbadania informacji o ostatnim komendancie Składnicy, innych niż te propagowane od lat przez dr. Drzycimskiego, apologetę mjr. Sucharskiego.[20]

Ad rem. Dr Drzycimski, który bezkrytycznie podchodzi do własnych ustaleń, to autor kilku opracowań dotyczących Westerplatte, z których jednoznacznie wynika, że od 30 lat nie jest w stanie ustalić niczego nowego w kwestii nie tylko obrony Westerplatte, ale też np. liczebności ostatniej załogi Składnicy czy liczby poległych Obrońców. Chyba, że posiada wiedzę, którą podzielić się nie chce, bo burzyłaby wszystkie jego wcześniejsze opracowania…[21]

Nie sposób tu nie wspomnieć, że dr. Drzycimski przez kilkadziesiąt lat współpracował ściśle z oficer Służby Bezpieczeństwa Stanisławą Górnikiewicz-Kurowską w „popularyzacji historii Westerplatte”. Wówczas Górnikiewicz-Kurowska nazywana „opiekunką Westerplatczyków” lub „mateczką” m.in. intensywnie zajmowała się inwigilacją żyjących Obrońców Westerplatte oraz ich rodzin pracując w SB w Pionie „T” (technika operacyjna) i Pionie „W” (perlustracja korespondencji). „Okres współpracy ze Stanisławą Górnikiewicz-Kurowską dobrze wspomina Andrzej Drzycimski”, jak można przeczytać w jednym z wywiadów.[22]

Za nieżyjącym już badaczem historii obrony Westerplatte Jackiem Żebrowskim zadam pytanie: „Czy dr Andrzej Drzycimski wie wszystko o obronie Westerplatte”?[23]

W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej Trójmiasto” zatytułowanym pod wielce mówiącym tytułem „Wszystkie tajemnice Westerplatte rozstrzygnięte” dr Drzycimski bez żadnej skromności mówi, że „nikt nie wie o Westerplatte tyle co on”.[24] Ponieważ Drzycimski nie odniósł się nigdy do setki pytań, które postawiłem w swojej monografii (w tym także bezpośrednio do niego, o czym pisałem wyżej), uważam, że nie można mówić, że „wszystkie tajemnice Westerplatte” są rozstrzygnięte (przykładem jest zagadkowe niezniszczenie tajnych ksiąg szyfrów i kodów), a pytań z roku na rok jest tak naprawdę coraz więcej (przynoszą je także prowadzone na Westerplatte badania archeologiczne, które zainicjowałem w 2016 r.).[25] Dr Drzycimski nieco dalej stwierdza, iż „jeśli ktoś uważa, że wie wszystko, to przemawia przez niego pycha”. Ciekawe słowa w zestawieniu z tytułem artykułu. A jak wiele jeszcze interesujących faktów można zrekonstruować, czego nie zrobił dotychczas dr Drzycimski, widać m.in. na podstawie badań dr. hab. Wojciecha Turka dotyczących elektrowni Składnicy.[26]

Dr Drzycimski, były rzecznik Lecha Wałęsy[27], w wywiadzie dla „Dziennika Bałtyckiego” zatytułowanym „Czas powiedzieć prawdę o Westerplatte[28] kreuje się m.in. na odkrywcę prawdziwej godziny rozpoczęcia niemieckiego ataku na Westerplatte podając błędną godzinę 4.47 (właściwie 4.48[29]) i zapominając, że do polskiej historiografii wprowadził ją przed kilkunastu laty badacz obrony Westerplatte Jacek Żebrowski z Łodzi, tytułując tak nawet jedną ze swoich książek („Westerplatte 4:48”)[30]

Czy ktoś kto chce uchodzić za „rzetelnego historyka[31], koryfeusza i nieomylną wyrocznię wytykającą innym omyłki, może sam popełniać karygodne błędy? W każdej książce dr. Drzycimskiego o Westerplatte są setki mniejszych i większych nieprawidłowości oraz nierzetelności, które dyskredytują go jako „wybitnego historyka Westerplatte”. Czytając twórczość Andrzeja Drzycimskiego na myśl przychodzi cytat z korespondencji mjr. Stefana Fabiszewskiego, który był komendantem Składnicy w l. 1933-1938, a po wojnie prowadził prywatne śledztwo, dlaczego Westerplatte poddało się po zaledwie 7 dniach obrony, podczas gdy on ją zgodnie z rozkazami przygotował do co najmniej 4-tygodniowych walk. Mjr Fabiszewski napisał w 1963 r., że pisanie o rozkazie 12 godzin obrony („powstałym w bujnej wyobraźni F. Dąbrowskiego”), szkaluje dobre imię polskich żołnierzy, „wcale nie idiotów-tumanów z września 1939”.[32] Czy w myśl opinii mjr. Fabiszewskiego Drzycimski oczernia polskich Obrońców, gdy mówi lub pisze o rozkazie 12 godzin obrony Westerplatte, rozkazie, którego załoga Westerplatte nigdy nie otrzymała? Gdy dr Drzycimski czyni zarzuty historykom i badaczom piszącym o wywieszeniu na rozkaz mjr. Sucharskiego białej flagi 2 września, iż nie znaleźli oni żadnego dokumentu potwierdzającego ten epizod, przychodzi w odpowiedzi pytanie: na podstawie jakiego dokumentu Drzycimski od lat głosi iż Składnica miała zadanie obrony tylko przez 12 godzin?[33] Dlaczego w tym wypadku Drzycimski bezkrytycznie akceptuje relacje obrońców, do których w wielu publikacjach ma poważne zastrzeżenia „gdyż więcej w nich emocji, konfabulacji, niż faktów”?[34] Dokumentu z takim rozkazem nigdy nie było i nasuwa się tu pytanie na ile wiarygodne i wartościowe są prace o obronie Westerplatte oparte na fałszywym micie o rzekomym rozkazie dwunastogodzinnej obrony Składnicy?

Tylko w samym tomie I „Westerplatte. Reduta w budowie 1926-1939[35] znajdujemy ogromną ilość błędów merytorycznych i technicznych. Sporządzenie ich wykazu zajęłoby wiele godzin pracy (mam nadzieję, że ktoś podejmie się tego trudu). Otwierając losowo książkę znajduję mnóstwo uchybień zaledwie na kilku stronach. I tak np. na s. 201 Andrzej Drzycimski podaje, że wartownie i nowy budynek koszar wybudowano w latach „1934-1935” co nie jest prawdą (wartownie wybudowano w latach 1933-1934; zresztą autor w t. II podaje na s. 150, że pierwszą wartownię oddano do użytku na początku grudnia 1933 r.). Na s. 202 autor twierdzi, że w okresie przejmowania półwyspu przez stronę polską, nie przewidywano wybudowania nowych koszar. W rzeczywistości zgodnie z protokołem z 24 X 1924 r. planowano budowę nowych koszar[36]. Na s. 207 dr Drzycimski podaje, że w 1926 r. wybudowano dwie wartownie. W rzeczywistości zbudowano jedną wartownię, tzw. bosmańską. Na tej samej stronie jest także błąd w przypisie. Jest „APG, KG 1/1786 k. 151 18 VIII 1927”, powinno być: „APG, KG/1786 k. 155 13 IX 1927”. Na s. 213 autor podaje ciekawą informację: „Od rozpoczęcia budowy nowego Westerplatte w 1925 roku” (sic!). I tak błąd za błędem…

W tomie II „Westerplatte. Reduta wojenna 1939[37] otwierając losowo strony, znaleźć można m.in. takie błędy[38] jak opisywanie oficera komplementacyjnego „oficerem kompetencyjnym” (s. 192), „warty bojowe” zamiast „wachty bojowe” (s. 196), „dziennik pokładowy” zamiast „dziennik działań bojowych” (s. 219), językowe dziwolągi w rodzaju „część dziobowej lewej burty” (s. 226). Na tej samej stronie do rangi „dział okrętowych” urosły działka przeciwlotnicze kalibru 20 mm, a „Schleswig-Holstein” przeszedł nieznaną historykom modernizację bowiem na dziobie pojawiła się jeszcze jedna wieża artyleryjska („…strzelał na wprost z dziobowych dwóch wież armat najcięższego kalibru” – prawidłowo powinno brzmieć „strzelał z dziobowej dwudziałowej wieży artyleryjskiej” i na pewno nie strzelał z niej „na wprost”…). Zdjęcia zawarte w publikacji funkcjonują w obiegu od dziesiątków lat i nie wnoszą nic nowego, a większość z nich jest błędnie opisana przez dr. Drzycimskiego o czym niżej.

Tom I monografii zatytułowany jest nie wiedzieć czemu „Reduta w budowie 1926-1939”, skoro Westerplatte przyznano Polsce w 1924 r. i od tego roku właśnie rozpoczęły się prace budowlane (rok później półwysep został formalnie przekazany Polsce na potrzeby Składnicy).Obydwa tomy charakteryzuje chaotyczny tok narracji: porządek nie jest konsekwentnie - ani chronologiczny, ani rzeczowy. Podobnie tytuły rozdziałów i podrozdziałów nie odzwierciedlają rzeczywistej rangi opisywanych zagadnień. Obszerny wstęp nie wyjaśnia jakie były najistotniejsze cele badawcze, zakres chronologiczny (tytuły obydwu tomów wprowadzają w błąd), przedmiot pracy i jakimi posłużono się metodami badawczymi. Monografia nie zawiera także podsumowania pracy badawczej. Po lekturze odnosi się wrażenie, że praca dr. Drzycimskiego jest bardziej popularnonaukowym opracowaniem życia codziennego Składnicy i jej żołnierzy (czyli tylko rozwinięciem wcześniejszych publikacji Górnikiewicz-Kurowskiej) niż monografią dziejów Westerplatte w okresie międzywojennym, a już na pewno nie jest monografią obrony w 1939 r.

Jak widać, nie każdy kto uważa się za wybitnego znawcę historii Westerplatte, musi nim być naprawdę. Należy żałować, tak dużej ilości błędów w publikacjach dr. Drzycimskiego mając jednocześnie nadzieję, że doczekamy się historyka, który podejmie się opracowania rzetelnej monografii dziejów Wojskowej Składnicy Tranzytowej. Wydaje się jednak, że na takie opracowanie zainteresowani będą musieli jeszcze poczekać.

Kompromitującym dr. Drzycimskiego błędem, badacza wydawałoby się doświadczonego i wytrawnego, jest umieszczenie na okładce jego książki „Reduta Westerplatte[39] fotografii, która ma przedstawiać okręt „Schleswig-Holstein” ostrzeliwujący Westerplatte. Nie trzeba być specjalnym znawcą, by stwierdzić, że zdjęcie nie przedstawia okrętu znanego jako „ten, którego salwy rozpoczęły II w.ś.”. Fotografia przedstawia prawoburtową wieżę z armatami kal. 150 mm, na drugim planie widać lufy ciężkich armat przeciwlotniczych kal. 105 mm i jest to zdjęcie wykonane na okręcie typu „Scharnhorst”…[40]

W środku książki nie lepiej. Błędów w opisach zdjęć tak dużo, że miejsca starczy tylko na skomentowanie wybranych. Na przykład zdjęcia 29, 30, 31, 32 z informacją o wpłynięciu „Schleswig-Holsteina” do Gdańska 24 sierpnia (wpłynął 25 sierpnia); zdjęcie 33 nie pochodzi z „dziennika pokładowego >>Schleswig-Holsteina<<”, pomijając fakt, że nie było takiego dokumentu, na co zwróciłem uwagę wyżej (także zdjęcie 34 jest z błędną datą, powinno być 25 sierpnia). Zdjęcie  nr 47 nie przedstawia Niemców ciągnących „działo przeciwpancerne kal. 37 mm”, bo takim Niemcy nie dysponowali 1 września na Westerplatte, tylko armatę przeciwlotniczą 2 cm Flak 38. Fotografia    nr 43 to nie „salwa burtowa rozpoczynająca ostrzał Westerplatte”, tylko zdjęcie z ćwiczeń artyleryjskich „Schleswig-Holsteina” na Bałtyku przed wybuchem II w.ś. (zamiast Westerplatte widać morski horyzont). Na innym zdjęciu kaplica Składnicy oznaczona jest jako „opuszczona willa”. Na zdjęciu        nr 44 „Schleswig-Holstein” ostrzeliwujący z Basenu Amunicyjnego cel w okolicy Gdyni opisany jest jako „ostrzeliwujący Westerplatte”. Na zdjęciu nr 84 armata wz. 1902 opisana jest błędnie jako posiadająca „kaliber 75 mm” (nie tylko w tej publikacji A. Drzycimskiego), choć w Dodatku E mojej książki[41] sprawa typu i kalibru armaty polowej na Westerplatte została wg mnie wyjaśniona (Drzycimski nigdy nie odniósł się do tej tezy). To tylko nieliczne przykłady braku kompetencji dr. Drzycimskiego wykazane na przykładzie błędnie opisanych archiwalnych fotografii.

W książce „Westerplatte 1939. Historia i legenda. Przed szturmem[42] podobnie jak w „Reducie Westerplatte” mamy kolejny zły opis okładki. Jest na niej napis „Westerplatte” przerysowany z archiwalnego zdjęcia tablicy. Okładka została mylnie opisana przez Drzycimskiego jako „Napis na przystanku kolejowym na Westerplatte, stan po walkach we wrześniu 1939 roku”.[43] Błędnie podwójnie, bowiem na Westerplatte nie było „przystanku kolejowego”, ani „stacji kolejowej”[44], tylko formalnie była to „ładownia taryfowa” (ładownia wojskowa) o czym powinien wiedzieć Drzycimski podający się za historyka, który wie wszystko o Westerplatte. Sama zaś tablica pochodzi z przystani promowej na Westerplatte (od niej wzięła nazwę Placówka „Prom”). Na stronach 28-29 dr Drzycimski niezgodnie  z historią opisuje „zasklepienie szynami kolejowymi i zalanie betonem górnego otworu po kopule pancernej” w placówce „Fort”, którego miano dokonać „tuż przed drugą wojną światową”. Jest to sprzeczne m.in. z archiwalną fotografią, która (jako reprodukcja) jest od 2009 r. udostępniona na planszy informacyjnej właśnie przy placówce „Fort”. Wśród wielu nieprawidłowo podpisanych fotografii wymienię tylko kilka przykładowych. Fotografia nr 52 została wykonana we wnętrzu Kasyna Podoficerskiego, a nie „w starych koszarach”. Na zdjęciu nr 89 Brunon Cirocki został niewłaściwie opisany jako „kierowca Jan Ziomek”[45]. „Typowa armata polowa kalibru 75 mm” na zdjęciu 71 to w rzeczywistości armata wz. 1913 kalibru 105 mm. Fotografia nr 98 pokazuje nie „akumulatorową lokomotywę” (?) jak chciałby to dr. Drzycimski, a tzw. „elektrogenerator” znany z relacji wielu obrońców[46]

Reasumując, setki, a może nawet tysiące takich błędów nie przystających zawodowemu historykowi, który jak o sobie mówi „nikt nie wie o Westerplatte tyle co on” można znaleźć w jego publikacjach i wypowiedziach poświęconych historii tego miejsca oraz Bohaterom, którzy tam walczyli i ginęli. Wydaje się, że od osoby, która posługuje się stopniem i tytułem naukowym mamy prawo, ale także          i obowiązek wymagać czegoś więcej niż tekstów na poziomie prac popularnonaukowych opatrzonych do tego setkami poważnych uchybień, nieprawidłowości i zwyczajnych byków.

Jak mówi Pismo Święte: „Pycha chodzi przed upadkiem".[47]

Mariusz Wójtowicz-Podhorski

 

[1] Dziennik działań bojowych pancernika „Schleswig-Holstein” od 24.08 do 02.10.1939, Załącznik 76, [w:] J. Żebrowski, Zanim poddał się Hel. Niemiecki dokument z 1939 roku, Łódź 2003, s. 216. O zniszczeniu tajnych ksiąg szyfrowych wspominają Obrońcy w relacjach m.in. H. Sucharski, F. Dąbrowski, L. Piotrowski,  M. Gawlicki, który otrzymał od mjr. Sucharskiego „rozkaz spalenia wszystkich akt” oraz I. Zarębski, który wspomina „tragiczny moment przedwczesnego spalenia szyfrów” (Z. Flisowski, Westerplatte, Warszawa 1989, s. 53, 77, 254, 302, 331).

[2] Dziennikarz propagandowego portalu miasta Gdańska gdansk.pl oraz portalu Newsweek.pl.

[3] S. Łupak, MIIWŚ sugeruje, że Westerplatte było źle przygotowane do obrony przed Niemcami, 7.12.2017, http://www.gdansk.pl/wiadomosci/MIIWS-sugeruje-ze-Westerplatte-bylo-zle-przygotowane-do-obrony-przed-Niemcami,a,95737, 4.1.2018.

[4] Szyfr Zasadniczy „Mar 3”, s. V-VI. Szyfr Zasadniczy „Mar 3” to książka szyfrowa Polskiej Marynarki Wojennej, która była użytkowana przez radiotelegrafistów Wojskowej Składnicy Tranzytowej. W polskiej sieci łączności okrętów PMW radiostacja na Westerplatte zakamuflowana była jako jeden z polskich okrętów (zazwyczaj już wycofany z użytku). Staraniami gen. Mariana Zacharskiego w 2016 r. ukazała się wierna kopia (reprint oryginału) Książki Szyfrowej „Mar 3” polskiej przedwojennej marynarki wojennej, którą Niemcy po zdobyciu Warszawy w 1939 r. znaleźli w ośrodku polskiego wywiadu radiowego w Pyrach.

[5] Ibidem.

[6] M. Wójtowicz-Podhorski, Westerplatte 1939. Prawdziwa historia, Gdańsk 2009, s. 442-445. Więcej o zagadkowych okolicznościach związanych z pracą radiostacji na Westerplatte i innymi zastanawiającymi epizodami w przygotowywanej przez Autora książce „Szyfry Westerplatte”.

[7] K. Zajączkowski, Wokół tajemnic Westerplatte, Warszawa 2012, s. 48-66.

[8] Westerplatte. Wspomnienia, relacje, dokumenty, zebrał, oprac. i wstępem opatrzył Z. Flisowski, Warszawa 1989.

[9] A. Rowiński, Tamci żołnierze, Warszawa 1979.

[10] A. Drzycimski, Westerplatte. Reduta wojenna 1939, Gdańsk 2014, s. 328-332; J. Żebrowski, Westerplatte. Tajna misja majora Sucharskiego; [w:] Wspomnienia z Twierdzy Wisłoujście. Wspomnienia rosyjskich, polskich i niemieckich świadków zebrane przez Piotra Laskowskiego. Analizy i dyskusje, tom III, Warszawa 2016, s. 116-122.

[11] Wg znaków typograficznych jest to 14,9 arkuszy wydawniczych.

[12] K. H. Dróżdż, Doktor Andrzej Drzycimski kłamie, Blogmedia24.pl, 6 listopada 2014, http://blogmedia24.pl/node/69525, 13.12.2017. Drzycimski fałszywie przypisał K.H. Dróżdżowi jakoby ten pisał w swoich publikacjach, że na Westerplatte „cztery-sześć osób zginęło lub zostało rozstrzelanych z rozkazu komendy (?) za rzekomą dezercję”. A. Drzycimski odmówił w grudniu 2017 r. propozycji kierownictwa Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku udziału w debacie historyków i badaczy dotyczącej historii obrony Westerplatte.

[13]Zob. m.in.: P. Stachnik, Dziennik Polski, O Westerplatte inaczej, 23.10.2009; B. Gondek, M. Tymiński, MMS Komandos, Westerplatte 1939. Prawdziwa historia - recenzja książki Mariusza Wójtowicza-Podhorskiego, nr 6 (204), 2010 (recenzja dostępna także pod adresem: http://www.1939.pl/ksiazki/westerplatte-prawdziwahistoria/recenzja.htm, dostęp 4.1.2018), W. Rekść, Westerplatte 1939 - Prawdziwa historia, 24.9.2009, http://www.blogmedia24.pl/node/19158, 4.1.2018.

[14] Prof. P. Machcewicz w latach 2008-2014 był głównym doradcą Gabinetu Politycznego premiera D. Tuska. Zapamiętany zostanie także jako historyk popierający tezy J. T. Grossa jednostronnie obciążającego winą Polaków za zbrodnię w Jedwabnem (takie też tezy zostały umieszczone na wystawie głównej Muzeum II WŚ, którym kierował do IV 2017 r.); współautor publikacji „Wokół Jedwabnego” (wyd. 2002) w której oskarża Polaków o mord w Jedwabnem. O Narodowych Siłach Zbrojnych P. Machcewicz powiedział m.in.: Była także spadkobiercą faszyzującej, antysemickiej tradycji ONR, antydemokratycznej, o cechach totalitarnych. Świadomie bym ją wykluczył z tradycji demokratycznego państwa polskiego” [za:] A. Leszczyński, Pamięć historyczna bez historyków, 29 marca 2012, http://wyborcza.pl/1,76842,11442348,Pamiec_historyczna_bez_politykow.html#ixzz1qssaXSEE, 4.1.2018; Doradca Tuska obraził bohaterów z NSZ, 4.9.2012, http://niezalezna.pl/32529-doradca-tuska-obrazil-bohaterow-z-nsz, 4.1.2018. Co ciekawe w podobny sposób pamięć żołnierzy NSZ atakował inny były pracownik Machcewicza dr hab. Rafał Wnuk (Leszek Żebrowski odpowiedział na paszkwil Rafała Wnuka o Brygadzie Świętokrzyskiej NSZ, https://nsz.com.pl/index.php/artykuly-i-opracowania/1267-w-odpowiedzi-na-qartykuq-dr-hab-rafaa-wnuka-prof-kul, 4.1.2018).

[15] M. Wójtowicz-Podhorski, Janusze muzealnictwa. List otwarty w odpowiedzi na artykuł dr. Janusza Marszalca z Muzeum II Wojny Światowej, 25.08.2016, http://blogmedia24.pl/node/75673; J. Marszalec, Westerplatte: muzeum czy strzelnica? Janusz Marszalec odpowiada Mariuszowi Wójtowiczowi-Podhorskiemu http://www.dziennikbaltycki.pl/kultura/a/westerplatte-muzeum-czy-strzelnica-janusz-marszalec-odpowiada-mariuszowi-wojtowiczowipodhorskiemu,10540740/,  4.1.2018.

[16] M. Adamkowicz, J. Szkudliński, O Westerplatte na dwa głosy, 25.9.2015,

 http://www.dziennikbaltycki.pl/artykul/8169780,o-westerplatte-na-dwa-glosy,id,t.html, 4.1.2018.

[17] M. Adamkowicz,  Gdańsk. Spór między muzealnikami o... samochodzik,

http://www.dziennikbaltycki.pl/wiadomosci/gdansk/a/gdansk-spor-miedzy-muzealnikami-o samochodzik,10532554/, 4.1.2018; wg, Wpadka w muzeum doradcy Tuska. Auto z 1947 r. jako... przedwojenna zabawka, http://niezalezna.pl/84819-wpadka-w-muzeum-doradcy-tuska-auto-z-1947-r-jako-przedwojenna-zabawka, 4.1.2018. Eksponat został usunięty z ekspozycji przez nowe kierownictwo muzeum pod koniec 2017 r. Został zakupiony przez muzeum prof. Machcewicza  od prywatnej osoby za kwotę… 1200 zł (identyczne zabawki w znacznie lepszym stanie można kupić na internetowych portalach aukcyjnych za procenty tej kwoty; co ciekawe „eksponat” został zakupiony na wyraźne polecenie ówczesnego kierownictwa muzeum mimo sprzeciwów komisji zakupowej; historia zakupów takich i podobnych „zabytków” prowadzona w MIIWŚ przez Machcewicza i Marszalca wymaga odrębnego artykułu). Ciekawostką jest też fakt, że wg wielu relacji Kalisz nie był zbombardowany i został zajęty bez walki przez Niemców (patrz m.in.: T. Pniewski, Kalisz z oddali, 1999, wydanie I internetowe: http://www.info.kalisz.pl/z_oddali/, 4.1.2018).

[18] J. Szkudliński, Westerplatte 1939. Prawdziwa historia?, 8.10.2009, http://www.dziennikbaltycki.pl/artykul/167925, westerplatte-1939-prawdziwa-historia, id,t.html;  M. Wójtowicz-Podhorski, Westerplatte – sprostowanie, 11.12.2009,  https://dobroni.pl/n/westerplatte-sprostowanie/3142,  4.1.2018.

[19] Dr Janusz Marszalec i dr Jan Szkudliński to współautorzy wystawy plenerowej na Westerplatte, a dr Drzycimski jest jej konsultantem naukowym. Spośród 55 plansz wystawy (kosztującej ponad 1 mln zł) zaledwie pięć opowiada o obronie Westerplatte. Na wystawie w miejscu, gdzie walczyli i ginęli polscy żołnierze są przede wszystkim informacje o niemieckim kurorcie wypoczynkowym z XIX w. i plażowej modzie tamtego okresu (!). Zwiedzający nie znajdzie na wystawie nie tylko żadnych szczegółowych informacji o obronie Westerplatte, ale też żadnej informacji o niemieckim obozie karnym w jakim Niemcy na Westerplatte nieludzko traktowali tysiące polskich więźniów w l. 1939-1941. Trudno z kimś takim dyskutować, zwłaszcza że są to historycy nie mający żadnej wiedzy o działalności II Oddziału Szt. Gł. na Westerplatte i roli jaką miał odegrać mjr. Sucharski, świetnie wyszkolony oficer polskiego wywiadu wojskowego. Dziwi też fakt, że w/w historycy rzekomo tak zatroskani losem Westerplatte nie przedsięwzięli nic, by m.in. przeprowadzono badania archeologiczne na terenie dawnej Wojskowej Składnicy Tranzytowej. Zob. też: M. Wójtowicz-Podhorski, Koniec z tandetą na Westerplatte! List otwarty Mariusz Wójtowicza - Podhorskiego, dyrektora Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 r., 22.8.2016, https://wpolityce.pl/historia/305623-koniec-z-tandeta-na-westerplatte-list-otwarty-mariusz-wojtowicza-podhorskiego-dyrektora-muzeum-westerplatte-i-wojny-1939-r., 4.1.2018.

[20] M. Wójtowicz-Podhorski, Westerplatte 1939…, s. 238, przyp. 420. W przypisie tym wskazałem na źródła mówiące o tym, że w 1918 r. mjr. H. Sucharski mógł być zakażony syphilisem (przypadkowo – co wówczas się zdarzało - w trakcie leczenia malarii w szpitalu polowym w Santino lub w Cilly we Włoszech w 1918 r. - dop. Aut.), a źle leczona choroba (lub jej konsekwencje zdrowotne) mogła wpłynąć na jego zły stan zdrowia podkreślany w wielu relacjach z 1939 r. oraz na jego zachowanie w trakcie obrony Westerplatte; wskazałem także na źródła mówiące o tym, że mjr. Sucharski miał słabość (słabość w kontekście takim jaką ma np. nauczyciel do ucznia) do jego ordynansa leg. J. Kity, którego śmierć w dn. 2 IX 1939 mogła być także przyczynkiem do załamania nerwowego Sucharskiego po bombardowaniu lotniczym. Historycy Muzeum II WŚ nie byli zainteresowani weryfikacją posiadanych przeze mnie dokumentów oraz wskazanych w publikacji źródeł. Zob. też: M. Wójtowicz-Podhorski, Janusze muzealnictwa…

[21] K. H. Dróżdż, Czy zwiedzający Westerplatte zostaną rzetelnie poinformowani o obrońcach półwyspu?, 27.8.2014, http://www.blogmedia24.pl/node/68816, 4.1.2018.

[22] M. Tymiński, Opiekunka westerplatczyków była porucznikiem SB, 25.11.2005, http://pomorskie.naszemiasto.pl/archiwum/opiekunka-westerplatczykow-byla-porucznikiem-sb,1070002,art,t,id,tm.html, 4.1.2018.

[23] J. Żebrowski, Westerplatte. Tajna misja majora Sucharskiego; [w:] Wspomnienia z Twierdzy Wisłoujście. Wspomnienia rosyjskich, polskich i niemieckich świadków zebrane przez Piotra Laskowskiego. Analizy i dyskusje, tom III, Warszawa 2016, s. 116.

[24] R. Daszczyński, Wszystkie tajemnice Westerplatte w końcu rozstrzygnięte, 11.11.2014, http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/1,35612,16935839, Wszystkie_tajemnice_Westerplatte_w_koncu_rozstrzygniete.html?disableRedirects=true, 4.1.2018.

[25] M. Dura, Sukcesy polskich archeologów na Westerplatte, http://www.defence24.pl/491910,sukcesy-polskich-archeologow-na-westerplatte-foto; Idem, Skarby z Westerplatte po raz pierwszy pokazane publicznie, http://www.defence24.pl/513797,skarby-z-westerplatte-po-raz-pierwszy-pokazane-publicznie-foto; Idem, 2500 zabytków odnalezionych na Westerplatte. Sukcesy archeologów, http://www.defence24.pl/711253,2500-zabytkow-odnalezionych-na-westerplatte-sukcesy-archeologow; as, Duży sukces polskich archeologów. Na Westerplatte znaleźli m.in. setki guzików i inne elementy polskich mundurów, fragmenty broni, https://wpolityce.pl/polityka/374936-duzy-sukces-polskich-archeologow-na-westerplatte-znalezli-min-setki-guzikow-i-inne-elementy-polskich-mundurow-fragmenty-broni; redakcja, Cenne zabytki znalezione na Westerplatte, http://m.niezalezna.pl/213264-cenne-zabytki-znalezione-na-westerplatte, 4.1.2018. Odkrycia archeologiczne z l. 2016-2017 stawiają pytania m.in. o obecności i działaniach na Westerplatte II Oddziału Szt. Gł., umiejscowienia nieznanych polskich stanowisk obronnych, czy też innym od znanych z relacji obrońców przebiegu epizodów walk w 1939 r.

[26] W. Turek, Elektrownia składnicy na Westerplatte, „Dziennik Bałtycki” nr 95, 25.04.2017.

[27] Andrzej Drzycimski przez wielu zapamiętany został ze zdjęcia wykonanego 4 VI 1992 (tuż przed obaleniem rządu premiera Jana Olszewskiego). Na zdjęciu Drzycimski, kierownik Biura Prasowego prezydenta Lecha Wałęsy śmieje się razem z nim z posła Sejmu RP Kazimierza Świtonia, który z mównicy sejmowej powiedział, że Lech Wałęsa jest na drugiej liście jako agent Służby Bezpieczeństwa (wypowiedź tę wykreślono z oficjalnego stenogramu na wniosek Jana Rokity). Autorem zdjęcia jest Andrzej Hrechorowicz. Zdjęcie znajduje się pod adresem: http://nowahistoria.interia.pl/historia-na-fotografii/noc-teczek-i-upadek-rzadu-olszewskiego-zdjecie,iId,1396562,iSort,5,iTime,1,iAId,111964 (dostęp 4.1.2018). Wiele mówiący o Drzycimskim jest także wywiad Teresy Torańskiej z Jarosławem Kaczyńskim z książki "My", m.in. fragmenty: „(…) uważali go za pacana. (…)  mówiliśmy mu [L. Wałęsie – przyp. Aut.] o Drzycimskim, że rozbił swoje małżeństwo i długo żył z inną damą bez ślubu, to prosił: tylko aby Danusia się nie dowiedziała, że ja zatrudniam takich łobuzów, bo by mi łeb urwała” (za: T. Torańska, My, Warszawa 1994, s. 129-130).

[28] G. Antoniewicz, Czas powiedzieć jak było naprawdę na Westerplatte, 6 listopada 2014,

 http://www.dziennikbaltycki.pl/artykul/3636338,czas-powiedziec-jak-bylo-naprawde-na-westerplatte,id,t.html, 4.1.2018.

[29] Dziennik działań bojowych pancernika „Schleswig-Holstein” od 25.08. do 7.09.1939, oprac. J. Roszko

i J. Żebrowski, Łódź 2003, s. 41.

[30] Westerplatte 4:48. Dokument Kriegsmarine, oprac. J. Żebrowski, Ciechocinek 2010.

[31] MA, Andrzej Drzycimski uhonorowany tytułem „Zasłużony w historii Gdańska”, 16.12.2015, http://gdansk.naszemiasto.pl/artykul/andrzej-drzycimski-uhonorowany-tytulem-zasluzony-w-historii,3601936,artgal,t,id,tm.html, 4.1.2018.

[32] K. Zajączkowski, Wokół tajemnic Westerplatte, Warszawa 2012, s. 46.

[33] A. Drzycimski, Westerplatte, t. 2, Reduta wojenna 1939, Gdańsk 2014, s. 210.

[34] M. Wójtowicz-Podhorski , op. cit. s. 227, przyp. 15.

[35] A. Drzycimski, Westerplatte, t. 1, Reduta w budowie 1926-1939, Gdańsk 2014.

[36] Archiwum Państwowe w Gdańsku, Komisarz Generalny RP w Gdańsku, sygn. 259/1770.

[37] A. Drzycimski, Westerplatte, t. 2, Reduta wojenna...

[38] Błędy w tekście oraz w podpisach zdjęć w tej książce zostały opisane szczegółowo przez Jacka Żebrowskiego, Westerplatte. Tajna misja majora Sucharskiego…, s. 116-122. W publikacji tej autor zawarł interesujące informacje wymagające weryfikacji mówiące m.in. o działalności Oddziału II Szt. Gł. na Westerplatte (również w trakcie obrony), działalności Abwehry wobec WST, planach wycofania z Westerplatte mjr. Sucharskiego, a także oddania Westerplatte Niemcom przed wybuchem wojny.

[39] A. Drzycimski, J. Górski, Reduta Westerplatte, Gdańsk 2015.

[40] W wersji angielskojęzycznej „Redoubt Westerplatte” (wyd. 2015) na okładce mającej pokazywać ostrzał Westerplatte jest „Schleswig-Holstein” prowadzący ostrzał z lewoburtowych armat kal. 150 mm podczas… ćwiczeń artyleryjskich na poligonie morskim na Morzu Północnym.

[41] K. S. Gebhardt, Armata wz. 02 na Westerplatte. Dodatek E, [w:] M. Wójtowicz-Podhorski, Westerplatte 1939…, s. 529-534.

[42] A. Drzycimski, Westerplatte 1939. Historia i legenda. Przed szturmem, Gdańsk 2009.

[43] Ibidem, opis okładki na obwolucie.

[44] Idem, Westerplatte, t. 2, Reduta wojenna…, s. 249.

[45] W 2012 r. jako pierwszy opublikowałem informację, że Brunon Cirocki nie był na Westerplatte 1 września 1939  wywożąc tuż przed wybuchem wojny prawdopodobnie tajne materiały ze Składnicy (M. Wójtowicz-Podhorski, Junak z Westerplatte, „Militaria”, marzec-kwiecień 2012, nr 2/47, s. 41). A. Drzycimski powtórzył za mną tą informację w 2015 r. nie podając źródła skąd ona pochodzi (A. Drzycimski, Westerplatte. Misja specjalna, Gdańsk 2015, s. 150). Wcześniej podawał, iż Cirocki był obecny w Składnicy w trakcie obrony w 1939 (patrz m.in.: A. Drzycimski, Westerplatte przed szturmem…, s. 183).

[46] Był to „pociąg elektrogeneratorowy normalnotorowy” z silnikiem benzynowym, który ładował baterie akumulatorów 12 V służące do zasilania m.in. oświetlenia pojazdu. Zob.: A. Jońca, Saperzy kolejowi cz. 2. Tabor kolejowy, Warszawa 2015, s. 24-25.

[47] Biblia Warszawska, Prz 16:18, Warszawa 1990, s. 696.

Na prośbę Pana Mariusza Wójtowicz-Podhorskiego prezentujemy artykuł o dyskusji na temat historii Westerplatte.

Paweł Rozdżestwieński

 

Opinie (0)

Nie ma jeszcze komentarzy do tego artykułu.

Czytaj więcej

Portal Historyczny dobroni.pl - 2018